Zdzichu za sterem – dzień 2

DK2 – Niedziela – dzień 2 – 28.06.2015r. „Zdzichu za sterem”

Wstaliśmy o ósmej, śniadanie zjedliśmy,
Wsiedliśmy do łajby… no i ruszyliśmy…
Tak ostro dmuchało, wiatr po żaglach walił,
Jacht tak gnał po wodzie, prawie się zapalił.
Mówi nam Agata: grota nie zmarlujesz,
To tak nas rozbuja, że nie wyhamujesz.
Wydana komenda, szmata na dół poszła,
Musimy dopłynąć, łapcie się za wiosła.
Jeszcze do sprawdzenia jaka prędkość w węzłach,
Zdzichu splunął w wodę, będzie to pół węzła.
Płyniemy na wiosłach, niczym wikingowie,
Kochamy żeglarstwo w słowie, w myśli, w mowie.
Dobijamy do keji, tak szczęśliwe miny,
Jakbyśmy co najmniej, dobili do Gdyni.
Później coś o chmurach Małgosia tłumaczy,
I tak, wcześniej czy później, każdy deszcz zahaczy.
I święta zasada o chmurach na niebie,
Gdy to są cirrusy, pogoda się zjebie.
Później wypływamy, wiatr już zaczął hulać,
Odpalamy żagle, żeby nie zamulać.
Zapomnieliśmy jednak podnieść sobie stera,
Szorujemy po dnie, jaja jak cholera.
Już wpływamy w knieje, ryby sobie łowić,
Agatka ratuje, mówi co tu robić.

Nagle wszyscy krzyczą, głośno: eureka!
W baksztagu bom potrzyma kolega,
I tak my płyniemy, prawy hals nam wieje,
Niech każdy spierdala, Zdzichu jest za sterem!
A tu gdzieś od lewej, jakaś mądra głowa,
Płynie prosto na nas „Huta Częstochowa”!
Wali prosto na nas, my już w portkach mamy,
Zdzichu łeb na karku, no i odbijamy,
Zbliża się kolacja, nie ma co przeciągać,
Komenda wydana, proszę żagle ściągać.
Wojtuś jeszcze uczy, co to deklinacja
W żołądkach nam burczy, o której kolacja?!
Tłumaczy gdzie baksztag i co to jest wanta,
Odpowiedź jest prosta…jest to topenanta.
Nagle pierwsza wachta wstaje, uraczona bimbrem,
Kurs obrany namiot, ostrym bejdewindem.
Drugi dzień skończony, nic tu do dodania,
Szanta zaśpiewana, no i co? Do spania!

Autor: Adam Seta